niedziela, 7 czerwca 2015

Długi weekend

Czyli jak było, podczas czterech dni wolnych ;) 

CZWARTEK 
Ten dzień początkowo nie był zbyt fajny. Kama miała minę, jakby depresja ją dopadła. Wyciągnęłam dysk sensoryczny, żeby popracować trochę nad mięśniami, ale ta mina odbierała całą przyjemność. Pies wykonywał polecenia jakby chciał, a nie mógł. W końcu się wkurzyłam i zostawiłam ją samej sobie. Dopiero po jakimś czasie, dotarło do mnie, co oznacza takie dziwne zachowanie. Myśl o tym przeraziła mnie o tyle, że mogło to przekreślić nasze plany - seminarium w Wałczu.  Na myśli mam największą zmorę, wszystkich właścicieli niesterylizowanych suk - cieczkę! Jak sięgam pamięciom do 'przeszłości', to przypomina mi się, że podczas poprzedniego DCDC w Poznaniu... sucza też miała cieczkę (nawet pamiętam, że spodobała się jakiemuś borderowi)... a było to w czerwcu. Generalnie, nasz udział we frisbowym semi (4 lipiec) stoi pod wielkim znakiem zapytania i niestety, ale zapewne mam rację i rzeczywiście jej zachowanie to 'burza' przed cieczką. Najbardziej prawdopodobne, że będę musiała jechać sama (lepsze niż nic ;p). Teraz trzymam tylko kciuki, abym jednak się pomyliła. 

Druga część dnia, całe szczęście o wiele ciekawsza i weselsza. Wybrałyśmy się do lasu! W zasadzie, nawet nie wiedziałam, że mam tak blisko las :D Pieszo wprawdzie kawał drogi, ale rowerkiem dosyć szybko można dotrzeć. Pies w koszyk i jedziemy (zadziwiająco lekko mi się z nią jechało, nie powiem ;D). Kama jest przyzwyczajona, do takiego sposobu podróżowana jako, że z moją mamą nie raz już w taki sposób jeździła i za każdym razem z przyjemnością sobie siedzi ;) Na miejscu, pies oczywiście został spuszczony i w końcu 'ożył'! Zniknęło przymulenie i depresyjna mina! Suczi była wyjątkowo radosna i widać było, że potrzebowała spacerku na poprawę humoru ;) Początkowo zatrzymałyśmy się w jednym miejscu, żeby pocykać trochę fotek. Później pies biegł luzem, a ja rowerem. Kolejny przystanek na foteczki i ponowny bieg. Po wyjeździe z lasu, biała znów w koszyk i golimy do domu :) Bardzo przyjemna wycieczka i trzeba ją jak najszybciej powtórzyć! Uwielbiam las, zapach jaki się w nim unosi, a foteczki rewelacja! Tło genialne <3 Wprawdzie nie cyknęłam dużo, bo pies z lekka odmawiał patrzenia się w obiektyw (brak smaków robi swoje), a ja miałam problemy z ostrością, ale coś tam wyszło. Sami zobaczcie :)










Dyskacz też się załapał ;D







Niczył bołdeł





PIĄTEK
Jak to się mówi... piątek, piąteczek, piątunio. Każdy czeka na ten piękny dzień, żeby w końcu rozpocząć weekend. No tym razem weekend już trwał, ale tak czy owak piątek to lubiany przez większość ludzi dzień i w tym również przeze mnie ;) Obudziłam się koło godziny 11 i uznałam, że przejdziemy się z Kamą na dłuższy spacer (dodam, że zazwyczaj chodzimy na dłuższe wędrówki po południu, a nie 'rano'). Byłyśmy w parku. Pies zero chęci do zabawy; goniła, przebiegała i zostawiała. Ogólnie było duszno, więc po krótkim czasie pies zaczął być zmęczony i ja też. Oczywiście, jak zwykle zapomniałam wody dla niej... nie wiem co ja z tym mam, że nigdy nie myślę o tak ważnej rzeczy. W ramach rekompensaty dla dyszącego psa stwierdziłam, że pójdziemy nad wodę. Mam to szczęście, że mój pies bardzo lubi pływać i bawić się w wodzie. Tak też, zaliczyłyśmy bardzo przyjemne wodowanie i aportowanie na jakąś trawę (czy kto wie co to tam było ;D). Po spacerze (który swoją drogą nie przekraczał 30min, bo było na to za ciepło) musiałam użerać się ze złym samopoczuciem spowodowanym temperaturą i duchotą. Po południu, gdy już się ogarnęłam poćwiczyłyśmy elementy obi (chodzenie przy nodze, warowanie z marszu, pozycje przy nodze itd.) i nieco na dysku sensorycznym. Co było wielką zmianą; po raz pierwszy sucz pracowała na samą zabawkę! Nigdy wcześniej się to nie udawało! :D No, a wieczorem wybrałyśmy się na działkę, gdzie poćwiczyłyśmy trochę outy (na jednej hopce) oraz cip&cap (obieganie dwóch drzew, z dwóch stron).
Dzień zdecydowanie zaliczamy do udanych!


Jaka ona jest śliczna ;D <3 


SOBOTA
Ajj, nie pamiętam gorszej soboty. W cieniu 32 stopnie, duchota taka, że nie szło oddychać, a do tego moje samopoczucie. Dawno się tak źle nie czułam, do popołudnia myślałam, że jest to spowodowane upałem. Okazało się, że mam gorączkę i zawalone gardło... świetna wiadomość... . No, ale w każdym razie, pomimo wszystko wieczorem pojechałyśmy nad jezioro. Pies 'cud, miód, malina' (no może oprócz szczekowych odpałów, ale to akurat norma :p), skupienie na zabawce 100%, a woda oczywiście zaliczona. Wodny aport piękny! Ciągłe pilnowanie zabawki i czuwanie, żeby tylko ktoś rzucił, na poziomie bordera (chyba najłatwiejsze do zrozumienia porównanie ;) ). Nie ma czego się przyczepić, naprawdę ;D I w zasadzie, to tyle jeśli chodzi o sobotę. 








Przepraszam za tak małą ilość zdjęć, ale naprawdę nie chce mi się reszty obrabiać :p

NIEDZIELA 
Obudziła mnie burza. Chyba pierwszy raz w życiu od rana usłyszałam grzmoty. Ogólny planem na niedziele był grill na działce, a co za tym idzie możliwość poćwiczenia 'agi'. Jednak pomimo, że burza wkrótce zniknęła, ulewa pozostała uniemożliwiając nam zrealizowanie tego planu. Do wieczora siedziałyśmy w domu, a jednym zajęciem było chwilowe nakręcanie na frisbee. O dziwo, sucza zaczęła obgryzać fastbacka (których nie lubi), co z mojego punktu widzenia wyglądało jak przekonywanie się do takiego rodzaju 'struktury'. Oczywiście mnie to ucieszyło, ale co z tego będzie... zobaczymy później ;) Na tym miała zakończyć się nasza niedzielna 'aktywność', ale nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Była to Nel z Niko z pytaniem, czy wyjdę z psem się przejść. Pomyślałam, że okej i ruszyłyśmy do parku. Piesy się jak zawsze nabawiły, a my również jak zwykle porzucałyśmy frisbiacze ;) Moje kiepskie samopoczucie, ujawniło się przy (wprawdzie lekkim, ale jednak) wysiłku, więc niestety dosyć szybko zmyłyśmy się do domu. No i to byłoby na tyle.




Nowe frisbacze z DCDC ;D

Tak podsumowując, to długi weekend bardzo udany, chociaż mogłoby się obyć bez problemów zdrowotnych. Byłoby wtedy cud, mód, malina :p No, ale cóż... nie ma co narzekać :)

A Wy jak spędziliście długi weekend? Mam nadzieję, że aktywnie! :) 

Pozdrawiamy:
K&K


7 komentarzy:

  1. Oj bardzo aktywnie. Tika szalała jak szalona. Weekend był aktywny

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja to chyba raczej Ciebie nie zdziwię mówiąc, że mój długi weekend nie był w ogóle aktywny xD
    Kama ślicznie wychodzi na zdjęciach, a szczególnie tych w lesie *.*
    Szkoda, że tak Wam temperatura przeszkadzała :/ Ja uwielbiam jak jest tak gorąco :)
    Cóż, powodzenia w dalszej pracy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. oj u was widze było super! zazdroszcze Ci, ze Kama tak kocha wode :D. fotki cudowne! u nas było w miarę aktywnie, bez szału :D
    abczak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasz weekend był strasznie leniwy :D Prócz wieczornych spacerów które były najlepsze niż te z rana :) Wszystkie zdjęcia mnie urzekły ! Są cudowne! :D
    jak pogoda dopiszę to w niedziele rano jadę na małe wodowanie z moją mordeczką ;D Zobaczymy jak to wyjdzie ;)
    dobrze że Kama lubi wodę bo moja Szasta to tak pośrednio, może dlatego że nie mamy blisko siebie wody do pływania.
    goldenszastek.blogspot

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne jest to zdjęcie pierwsze na piasku. Nie obrazisz się, jak wykorzystam je sobie jako jedną z tapet na laptop? ;]

    Co do cieczki to słyszałam, że często suczka dostaje cieczki kiedy jest w nowym miejscu...
    3mam kciuki, żeby nie przeszkodziło wam to w planach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super spędziłyście długi weekend. Zdjęcia są śliczne. Ojj tak upały są okropne, wytrzymać się nie da.
    Zdjęcia są śliczne, tylko wydaje mi się że za bardzo je ,,słodzisz'' :P dyski, śliczne! :D <3

    Pozdrawiamy
    Laura&Shira

    OdpowiedzUsuń
  7. My też aktywnie spędziłyśmy weekend! przepiękne zdjęcia :0
    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń