poniedziałek, 6 lipca 2015

DCDC Poznań 2015

Czyli o tym, jak ruch publiczny nas nie lubi.

Początkowo plan był taki, żeby zawiózł mnie mój tata. Jednak w praniu wyszło, że w sobotę jechał do pracy i ten pomysł odpadał. Jakoś nie specjalnie się tym przejęłam, bo innym wyjściem był oczywiście pociąg, a przecież uwielbiam pociągi ;D No, czyli takim sposobem w końcu odbyła się nasza wspólna podróż PKP - moja i psa. Wyjechałyśmy o godzinie 8:39, a dotarłyśmy na miejsce już o 9:22. Na miejsce... no może nie do końca, bo do Lubonia (pod Poznaniem, jakby ktoś nie wiedział), gdzie odebrały nas Jagoda z Costą (gdybym ich nie zauważyła to przejechałabym stacje :P). Podróż krótka i przyjemna, ale tutaj kończy się ta 'lekka' część podróżowania.

Ogólnie, Kama w pociągu zachowywała się bardzo fajnie. Ładnie leżała na ziemi, choć nie cały czas, bo pod koniec musiałam ją wziąć na kolana (dziecko tak bardzo chciało). Jedynym problemem było jej szczekanie, po usłyszeniu dzwonka (czyli przy każdej stacji :p). No, ale i tak jestem z niej zadowolona :)


No to przejdźmy dalej... jak wspomniałam w Luboniu byłyśmy już o godzinie 9:22, ale co z tego, jak na autobus do Poznania trzeba było czekać do 10 (szkoda, że Jagoda dopiero po naszym przyjeździe wpadła na pomysł, że mogła wsiąść do pociągu i obie zabrałybyśmy się na Poznań Główny, no ale cóż). W sumie czas dosyć szybko zleciał i przyjechał autobus. Całe tyły dla nas (zawsze chciałam siedzieć na takich tyłach, ha!) i tutaj również podróż szybko i przyjemnie minęła, choć przy wysiadce dostałyśmy upomnienie, że psy muszą mieć kagańce :P



No i po tym pojawiły się kłopoty. Okazało się, że AKURAT 27 czerwca wszystkie trasy zostały zmienione. Miałyśmy jechać autobusem, który rzekomo kursował zamiast nieczynnych tramwajów, ale jak się okazało autobusu nie było. Były za to jakieś dziwne tramwaje... dobre i to. Na przystanku spotkałyśmy jakże 'uroczych' ludzi (dwie babki, które popijały piwo chowane w torebce, gościa, który ledwo co stał opierając się o płot i kolejnego, który sobie spał obok pustej już butelki wódki :P), no i w końcu doczekałyśmy się tramwaju, którym dotarłyśmy na Poznań Główny. Tutaj również miał być autobus, którego nie było (cały przystanek nieczynny... cóż za przypadek ;p) i w tamtym momencie zabrakło jakiejkolwiek koncepcji dotarcia na Cytadele. No to okej, nie ma wyjścia to bierzemy taksówkę. Przyjeżdża pan taksówkarz i oświadcza, że z psami nie weźmie... super ... 
Aaa, zapomniałam jeszcze wspomnieć, że byłyśmy praktycznie cały czas nawigowane przez tatę Jagody, któremu należą się wielkie podziękowania! Zamówił nam drugą taksówkę, która miała wziąć psy! Tak... tylko gdzie ta taksówka? I w tym momencie rozpoczęłyśmy poszukiwania taksówki i spotkałyśmy kolejnego człeka (tym razem trzeźwego), który uwielbiał husky'ie. W końcu ZNALAZŁYŚMY! Ostatecznie na Cytadele dotarłyśmy ok. 12, gdzie my i psy padałyśmy ze zmęczenia, a przecież dopiero przybyłyśmy na imprezę.


Początkowo poszłyśmy na zwiady, aby zobaczyć czy są jakieś znajome twarze i pyski. Oczywiście nie trudno było znaleźć :D Gdy już miałyśmy zacząć podziwianie występów, spotkałyśmy Milenę z Lili i zabrałyśmy się nimi. Napoiłyśmy psy i cykłam kilka beznadziejnych fot (między innymi, to powyżej). 


Costeł żul
Później zabrałyśmy się wszystkie razem na agility, a po drodze doszła do nas również Marcelina, którą miałam zamiar spotkać :D Chciałam z Kamą poagilitować, ale akurat przed nami wszedł ostatni team i już na nas (i osoby za nami) nie było czasu (cóż za pech, nie?). No to okej, więc poszłyśmy z Jagodą i Marceliną na 'tyły' odpocząć pod drzewami. W międzyczasie porzucałyśmy też frisbiacze :D No i w końcu czas było pooglądać trochę frisbujących teamów (niestety już bez Marceliny, bo musiała wracać). Znalazłyśmy bardzo fajną miejscówkę, przy 'ringu' i oglądałyśmy piesy początkowo w tossie, czekają na super open. Koło 17:30 poszłyśmy się przejść i akurat trafiłyśmy na konkurs przywołania, w którym Costa brała udział :D Gdyby nie ostatni  bieg spieprzony przez nas wszystkie, to może nawet miałaby pierwsze miejsce :P

proszę nie komentować tego zdjęcia... pisiontka tak bardzo </3 
Piesy takie zmęczone <3

No i to w sumie byłoby na tyle. Przepraszam, że trochę chaotycznie i krótko, ale akurat ten post jest zaległy, a czekają na mnie jeszcze dwa inne :P 

Pozdrawiamy:
K&K

4 komentarze:

  1. Szkoda, że miałyście takie problemy z przyjazdem, ale grunt, że dotarłyście ;D
    Znów czuję się popularna, wspomniano o mnie po raz kolejny B) XD
    Trochę też szkoda, że Costa nie zajęła wyższego miejsca, ale trudno...:)
    Pozdrawiam XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje dla Jagody i Costy ! :D
    I do zobaczenia, mam nadzieję, że wcześniej niż za rok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To faktycznie miałyście sporo problemów z dojazdem, ach ;-; Ważne, że jakoś sobie poradziłyście. Później już fajnie spędziłyście czas :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze że dojechałyście :D Ja na DCDC Wrocław nie dojechałam, przegapiłam jakoś -,- ale za rok mam nadzieje że się pojawię xD
    No i ładne fotki ;p
    Pozdrawiam !:)

    OdpowiedzUsuń