wtorek, 7 lipca 2015

Seminarium frisbee z Jakubem Koncewiczem w Wałczu (4.07.2015)

Jechać z psem, który nie lubi dysków i ich nie łapie...
Tak naprawdę, zapisanie się na to semi było spontaniczną i nieprzemyślaną decyzją, która długo wydawała mi się totalnym szaleństwem. Koniec końców opłacało się i to bardzo. Ba! Wracam za rok! No, ale zacznijmy od początku. 
fot. Asia Żurawowicz 
Piątek wieczór źle się czułam, więc poszłam spać stosunkowo wcześnie, ale co z tego jak nie mogłam zasnąć. Nie wiem nawet, czy przez samopoczucie, czy przejęcie semi. W pewnym momencie ból głowy nasilił się tak bardzo, że o śnie nie było mowy. Żeby wstać po tabletkę, nie ma sił... męczarnia trwała i trwała, w końcu zasnęłam koło 1:00. Budzę się koło 2:00-3:00 i powtórka z rozrywki... ból nie do zniesienia i jeszcze myśl, że o 6:30 zadzwoni budzik wcale nie pomagała. Okej, udało mi się zasnąć... kolejna pobudka koło 4:00, nic nowego, ból coraz większy - czasu coraz mniej. W końcu w formie trupa powlokłam się po tabletkę. W końcu trochę lepiej, ale zamiast głowy przyszło coś typu zaraz się porzygam, no i w końcu snu ciąg dalszy. Tym razem zadzwonił budzik, dokładnie o 6:30, a ja? W zasadzie, nie chciało mi się spać, myślałam tylko ciągle jak dam radę funkcjonować i cieszyć się, że jadę na semi - samopoczucie było nielitościwe. Całe szczęście jechałam z tatą, a nie pociągiem, więc mogłam sobie 'umierać' w samochodzie. Trzeba wspomnieć, że podczas, gdy ja sobie 'umierałam' pies zachowywał się nienagannie - jakby go nie było. Jako, że nie jadłam śniadania (ani kolacji), a na semi miałam funkcjonować 6 godzin, stwierdziłam, że zmuszę się, żeby zjeść chociaż kawałek 7 daysa :P Walka z ruchem wymiotnym trwała, ale ostatecznie było mi lepiej. Dobra, ale już nie użalajmy się nade mną. Na miejscu byłyśmy jakoś o 9:40 (semi miało zacząć się punkt 10). Orientacja zerowa, ale całe szczęście spotkaliśmy Alicję z Weną, więc nie było już problemu z dotarciem na miejsce. Na miejscu zostałam cudownie uzdrowiona (nawet nie wiem kiedy mi przeszło) i doszłam do wniosku, że temu wszystkiemu winna była moja ukochana nerwica :P
Zobaczyłam Asie i Wiktorie, więc od razu było z kim pogadać. Później zorientowałam się, że (prawie) każdy pies ma klatkę, a my nie. No, ale przywiązałam psa do płota i nie było problemu (co z tego, że trzy razy 'wykręciła' się z obroży i wpadła nam na plac :p). 


Gdy wszyscy już przybyli (oprócz Jagody i Costy, które się spóźniły), usiedliśmy pod zadaszeniem i Kuba kazał nam się przedstawić - nasze imię, imię psa, wiek psa i co chcemy przećwiczyć. Szczerze powiedziawszy bałam się czegoś takiego, no ale nie było czego. Przedstawiłam Kamę jako "to szczekające małe białe" (jako, że już wcześniej obszczekała Kubę :P) i powiedziałam, że chcemy po prostu zacząć przygodę z frisbee. No to przyszedł czas na prezentacje teamów, czego też się bałam i w zasadzie nie bez powodu. Nasza kolej, żeby coś pokazać. To "coś" miało być związane ze złapanie frisbee, ale pies chyba tego nie zakumał i miał to frisbee w głębokim poważaniu. Wolała się rozejrzeć po otoczeniu (no przecież) i pokazać jak bardzo niesocjalnym jest psem. Drugie wejście takie samo (miało to być pokazanie backhandów z psem, ale oczywiście nas to nie dotyczyło), sucza zaczęła drzeć się na Kubę, który potem położył się na ziemi, chcąc ją przekonać do podejścia. Ostatecznie dwa razy powąchała rękę, co w sumie jest jakimś posunięciem. Nie byłam na nią zła, ani na siebie, chociaż sama jestem sobie winna, że do takiego stopnia zepsułam psa i dopiero to seminarium uświadomiło mnie, że tak duża nieufność do ludzi, również jest sporym problemem (nad którym będziemy pracować). Po tym wszystkim nie byłam speszona, zawiedziona, zestresowana, czy zła - fajnie było tak, czy owak :D Nie zapominajmy, że frisbee to sport wymagający nakładów pracy nie tylko w psa, ale również w siebie, więc samemu również trzeba było się zaprezentować! Obawę miałam tylko taką, że backhadny nie będą lecieć prosto, a na boki - jak to zazwyczaj bywało. Po zaprezentowaniu rzutów byłam zdziwiona... ja tak dobrze rzucam?!. Przyznam, że moje rzuty były nie dość, że proste to jeszcze dalekie! A jaki zaciesz z tego :D

A tyyyylee dysków mieliśmy wszyscy razem :D
I w tym momencie Kuba zarządził czas na robienie zdjęć xd 
Reszta zajęć dotyczyła ćwiczeń człowiekowych, więc psy siedziały sobie w klatkach lub przywiązane do płotu. Na początek poszło ćwiczenie, gdzie klękaliśmy na trawie i rzucaliśmy po 20 backhandów. Moje rzuty znów były udane, z czego się cieszyłam i otrzymałam dużo oklasków :D Ale oczywiście nie tylko ja! Klaskaliśmy każdemu, gdy wykonał dobry rzut! Później ćwiczyliśmy floatery, żeby zabrać się za overy z psem. Na początku podrzucaliśmy, żeby wzniosły się na odpowiednią wysokość (do Kuby ręki :p), później dobraliśmy się w pary (byłam z Jagodą) i na zmianę wcielaliśmy się w psy :D Jedna osoba rzucała floatera, a druga będąca psem musiała złapać go, przeskakując przez człeka. Czyli ćwiczenie overków. Następne ćwiczenie było jak dla mnie najtrudniejsze i zarazem najśmieszniejsze. Mieliśmy rzucić floatera, obrócić się o 360 stopni i złapać dysk. Wbrew pozorom trudne do wykonania i jeszcze to ciepło (było ponad 30 stopni). Kilka razy walnęłam się dyskiem w głowę i coś tam jeszcze, z czego Kuba zaczął się śmiać, hah. No to pora na overy z psami. Jako, że moja sucza nie łapie frisbiaczy, Kuba użyczył mi swojego Bena :D 
Ahh jak to fajnie, gdy pies tak bardzo chce dysk i możesz skupiasz się na tym, żeby wyrzucić go w odpowiednim momencie, a nie na tym, czy w ogóle łaskawie będzie chciał go chwycić :P


W międzyczasie wybrałam się z Kamą nad jeziorko, żeby ją trochę schłodzić. Trzeba dodać, że od jeziora dzielił nas tylko płot, chodnik i kawałek trawnika <3 

Jak już wszystkie piesy przećwiczyły overki, wyszliśmy na chodnik, żeby poznać różne techniki rzutów. Bardzo się cieszę, że w końcu wiem jak jaki rzut się nazywa i w ogóle więcej ich umiem :D Najbardziej cieszyło mnie, gdy Kuba pokazywał jak zrobić skip (dysk leci, odbija się od ziemi i leci dalej), bo akurat ten rzut interesował mnie już od dawna. Wszystkim świetnie szło i ogólnie było dużo fanu :D Ludzie w Wałczu zdrowo żyją, ciągle musieliśmy schodzić z chodnika bo rower :P

Kuba, Ben i Costeł czołg ;D
Seminarium skończyło się ok. 16:00 i niestety czas było wracać do domu, a chętnie zostałoby się o wiele, wiele dłużej. Ogólnie z tego semi wyniosłam baardzooo dużo i nie tylko z zakresu frisbee. Uświadomiło mi, na jakim poziomie w życiu codziennym jest mój pies i nad czym musimy przede wszystkim pracować, żeby osiągnąć efekt normalnego odnajdowania się w społeczeństwie. Pomimo, że z psem nie robiłam praktycznie nic, nie żałuję ani trochę, że ją wzięłam. Dodatkowo był to dla niej pewien rodzaj socjalu, który jest jej niesamowicie potrzebny.

W takim razie czas na fotki! ;)
"Hmm, chyba robi zdjęcie"
"No to się uśmiechnę"
Nuka
Paulina&Lucy

Paulina&Jagger

Wiktoria&Dżeki









Asia&Samara



Alicja&Wena











Jagoda&Costa


Wena
Tobi









Ania&Tayla


"wujek poniesie" :D 
Nuka

No i wspólna fotka :)

Na koniec chciałabym podziękować wszystkim za świetną atmosferę, 
Kubie za duuużą dawkę wiedzy, Alicji za organizację i mam nadzieję, że do zobaczenia za rok! :)

Pozdrawiamy:
K&K

11 komentarzy:

  1. Oj tak zabawa była niesamowita...
    Mam nadzieję, że spotkamy się za rok! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło się siedzi na trafie, nie sądzisz? XDDD ;*
    I bardzo dobrze, że tyle z tego wyniosłaś i nie żałujesz wyjazdu. Teraz tylko czekać aż ta wiedza zostanie wykorzystana w praktyce, a o to sie nie martwię ;)
    Pozdrowionka :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawiłam już! A zresztą klęczy matołku, a nie siedzi :D

      Usuń
    2. Wiem, wiem xD Co za różnica :p No, ja bym w tej sytuacji kwestionowała określenie "matołka" XD

      Usuń
  3. Zazdroszczę ci wyjazdu na takie semi !

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajnie, dobrze, że jednak mogłyście pojechać :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super że mogłaś pojechać na semi :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę seminarium! Warto jeździć na semi zawsze się bardzo dużo otrzyma informacji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Musiałyście się świetnie bawić! Zazdrościmy :D

    | www.mundkowaferajna.blogspot.com |

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że mimo wszystko jakoś się to udało :) Same pozytywne wrażenia, fajnie :D

    OdpowiedzUsuń