niedziela, 22 marca 2015

Pierwszy dzień wiosny + nowy wygląd bloga

W sobotę "obchodziłyśmy" pierwszy dzień kalendarzowej wiosny i z tej okazji (udawajmy, że z tej) wybrałyśmy się do Poznania, na spotkanie z Jagodą i Costą (klik)! :D Spotkałyśmy się w Parku Cytadela, jako, że to jedyne miejsce które znam, a psy mogą się tam wybiegać. Oczywiście, już na powitanie miałyśmy niezłe "atrakcje". Costa, jak to Costa - kocha wszystko i wszystkich, więc rzecz jasna chciała powitać swą kochaną ciotkę i już na wstępie wybiła jej część zęba (swą jakże twardą głową). I takim oto sposobem, jestem zmuszona odwiedzić dentystę :P Z pewnością, ten dzień zapadnie mi w pamięci na długo, długo i już zawsze będę pamiętać, że na Staffiki należy uważać, bo to dzikie i nieobliczalne stworzenia. Razem z Jagodą byłyśmy w totalnym szoku, że coś takiego jest w ogóle możliwe, aby przy powitaniu pozbyć się przedniej części uzębienia :P Miałam to temu psiurowi za złe, więc strzeliłam focha, który będzie trwał do czasu ogarnięcia mej siostrzenicy (tak, to jest żądanie) :P Oszpecona czułam się dziwnie, ale nie mogło nam to przecież zepsuć spotkania, więc wolałam się tym za bardzo nie przejmować (choć co jakiś czas to wypominałam). 

Jagdoll z psiurami :D

Zostawiając już sprawę zęba, przejdę do spraw psich. Kama była wczoraj wyjątkowo pobudzona, jeszcze w domu ciągle wyła, szczekała, w samochodzie skomlała, a w parku zaczęła rzucać się na ludzi i psy. Nigdy się tak nie zachowywała, więc byłam zdziwiona. Jednak, gdy tylko pojawiła się Costa, biała wróciła do swoich standardów. Swoją drogą, te dwie sunie raczej nigdy się nie polubią i nie ma co pokładać w to zbytnich nadziei. Nie obyło się bez paru spin, podczas, gdy Staffik chciał się pobawić, a biała odebrała to jako chęć zabójstwa swojej osoby i tylko warczała, skomlała i kłapała zębiskami. Przyjaźni nie ma, ale całe szczęście da się bez obaw spuścić obie ze smyczy.

Znalazłyśmy sobie miejsce, rozpakowałyśmy swój "dobytek", zdjęłyśmy kurtki (swoją drogą, początkowo było bardzo ciepło!) i wzięłyśmy się do "pracy". Moja niegrzeczna siostrzenica dostała ode mnie szarpaczek, więc trzeba było go przetestować! ;)) Testy przechodziły mniej więcej tak:
 






Jak widać, pieseczek zadowolony :D

W dalszej kolejności, przed obiektywem pojawiłyśmy się my i trochę pofrisbowałyśmy (jeśli można te kilka rzutów tak nazwać). W tym momencie jestem bardzo dumna z białaska, bo pomimo, że jest w obcym miejscu... pracuje bardzo fajnie! :D Jest progress i to wielki! Tylko raz zdarzyło jej się odejść, gdzieś dalej, ale po chwili niczym torpeda, wróciła do mnie :))

Od kiedy pamiętam, chciałam mieć frisbowe zdjęcia (w dobrej jakości) i w końcu się ich doczekałam! I to z białą w roli głównej! <3 Fotografowała niezastąpiona Vertuśś! <3 






Należy dodać, że gdy ostatnim razem byłyśmy na Cytadeli (podczas DCDC), nawet o aporcie frisbee nie było mowy, a teraz? :))

Po frisbowych wyczynach, czas na ... obi! Tutaj obie panienki mogły się wykazać. I znów wielka duma z Kamci, która szła na kontakcie jak nigdy! Mogłam (w naturalny sposób) machać rękami, a pies cały czas wgapiony we mnie! Również porównując do ostatniej wizyty, w tym samym miejscu, różnica jest OGROMNA. Czyli jednak praca dużo dała :) Nie mogę też zapomnieć wspomnieć o Coscie, która zawaliście chodzi na kontakcie! Zarówno ze swoją panią, jak i ze mną - wystarczy mieć smaka :) Fotorelacja: 



 
 Takie piękne zostawanie :D




W międzyczasie Costa miała okazję pobawić się z samcem Setera Irlandzkiego, któremu ewidentnie spodobała się suczka kończąca cieczkę. Kama oczywiście, trzymała się w bezpiecznej odległości od szalejących psów. Za to, całkowicie odwrotna sytuacja była z labkiem, który również do nas podszedł. Z Kamą się witał, a na Coste nie zwracał uwagi, bo "za dzika" ;) 



Wzrok pedofila :>

Następnym punktem programu, był spacer. W tym czasie zrobiło się chłodno, więc nie było sensu zostawać w jednym miejscu. Udałyśmy się w miejsce, gdzie urzędują kolorowe ptaszory... pawie! :D Pieseły na moje oko mało zainteresowane, a przynajmniej mam wrażenie, że moja nawet nie zdała sobie sprawy z ich obecności. W miejscu, gdzie były owe ptaki znajdowała się bodajże jakaś restauracja, więc wystawione były białe ławki. Oczywiście, moje Kamidło wpadło na pewien pomysł... czemu by nie wejść na stół! Sucza sama wymyśliła miejsce na zdjęcia... dobrze mieć takiego psa :P Efekty jej pomysłu:







Po sesji zorientowałyśmy się, że jest już dosyć późno i powinnyśmy zbierać się do Jagody. Ruszyłyśmy, więc na przystanek autobusowy. Po drodze Staffik postanowił wbiec na wysoką "górkę", a podczas zbiegania zaliczyła niezwykle komiczną wywrotkę :D 
Jechałyśmy autobusami (z jedną przesiadką), a pieski były grzeczniusie, co bardzo cieszy. Jako, że bardzo lubię jazdę komunikacją miejską, tą podróż uważam za udaną. Przy okazji Vertuś, była moim przewodnikiem po Poznaniu i okolicach :D Po wysiadce na ostatnim przystanku, musiałyśmy przejść jeszcze kawałek pieszo. Wszystko było by fajnie, gdyby nie ten cholerny ziąb :P 

Bagstejdz z profeszynal fotoseszyn :D
Tak, właśnie zbiegając z tej skarpy Costulka, zaliczyła glebę ;')

Gdy byłyśmy, już w domu pieseczki musiały być niestety odizolowane. Za mała przestrzeń, aby mogły być razem :P Kama nachalnie wskakiwała ciągle na łóżko, pomimo zakazu. Poznała też sławne świniaki (klik). Grzeczniusio je obwąchiwała :D Została też "pochwalona" przez Jagodę oraz jej mamę za "delikatność", a także zyskała miano (pozornie) "psa idealnego"! ;)) W zasadzie... kto wie :D 
Niestety, u Jagody nie pobyłyśmy zbyt długo, z wagi na to, że musiałam już jechać. Nawet sushi nie zdążyłyśmy zamówić :/ 

Ale w każdym razie, podsumowując ... dzień należał do baardzooo udanych (pomijając zęba :P)! 
Oby było takich więcej! A może następnym razem, ktoś wybierze się razem z nami? :)




Odchodząc od tematu naszej wyprawy, chciałabym wspomnieć o nowym wyglądzie bloga, który na pewno wszyscy zauważyli. Jest on robotą, tej samej osoby z którą się spotkałam :D Vertuś robi szablony na zamówienie, więc może po ładnym proszeniu się zgodzi i zrobi i wam ;D Wychodzi on poza standardy Bloggera, a dla mnie to czarna magia, więc jeszcze raz WIELKIE DZIĘKI VERTUSIU! <3 ;') 

Na koniec, jeszcze kilka fotek:







Pozdrawiamy:
Klaudia & Kama