sobota, 10 października 2015

Kama - kiedyś i dziś cz.1

Kama ma już prawie trzy lata i przez te trzy lata zmieniło się tak wiele, że można poświęcić na to cały post - ten post. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, z tego ile zmienić może się przez jeden rok, że to co jest w tym roku, może być całkowicie inne w następnym. Bardzo podoba mi się ten fakt. A w tym przypadku pomnóżmy ten jeden rok zmian razy trzy!
Coś mnie tknęło, żeby powrócić do pierwszych postów tego bloga. O matko, naprawdę nie polecam ich czytać. Mój sposób pisania był tragiczny, beznadziejny i jak jeszcze negatywnie można by go nazwać - taki był. To między innymi udowadnia to o czym właśnie mówię - ile może zmienić się przez jeden rok. A no, bo właśnie! Ten blog ma już rok! A nawet ponad!

Przejdźmy jednak do psa, bo pomijając moje pisanie, to właśnie w psie zaszły największe zamiany! Post z zeszłego roku tylko mnie w tym utwierdził.
Pozwolę sobie zacytować pewien fragment owej starej notki Ale jednak wieczór jest świetny. Mało ludzi, mało psów, więc pies mi nie ucieka!. No i właśnie... pies mi nie ucieka. Dawniej Kama była mistrzem doprowadzania mnie do białej gorączki, przez swoje zachowanie. Szczególnie ucieczki. Często nie miałam ochoty, żeby brać ją gdziekolwiek, bo wiadomo było jak się zachowa. Wystarczył człowiek lub pies, żeby nie mieć nad spuszczonym kundlem jakiejkolwiek kontroli. Wołanie szło na marne, próba złapania szła na marne... bezsensowna gonitwa. A tym co najbardziej wyprowadzało z równowagi, był fakt, że uciekanie ewidentnie sprawiało jej przyjemność. Świetnie się dziecko bawiło! Biegało sobie w kółko, podpuszczało mnie, że rzekomo już się uspokoiło i znów galop. Od psów nie szło jej opędzić, bo przecież one najważniejsze na świecie! Naprawdę ciężko było z nią żyć. Całe szczęście, że to już czas przeszły :) Jak jest aktualnie? Zapomniałam już nawet jak to jest mieć psa, który ucieka. Jak w ogóle mieć psa, którego nie można kontrolować! Kama teraz jest całkowicie inna, reaguje na każde 'chodź'/'stój' i przede wszystkim nie miewa ataków głupawki. Nie biega jak debil, tracąc przy tym resztki mózgu. Widać, że dojrzała i w końcu można powiedzieć, że jest dorosłym, zrównoważonym psem. Chociaż nie, całkowicie zrównoważona to ona chyba nigdy nie będzie (w końcu terrier :P) . Zdarzy jej się poszczekać na jakiegoś człowieka, podlecieć do jakiegoś psa, ale nie są to już takie same zachowania. Da się doprowadzić jej mózg do porządku, co kiedyś było tylko marzeniem. Teraz mogę spuścić ją w wielu miejscach, bez strachu, że jej coś odbije i nie zechce wrócić na wołanie. Tak jak być powinno!
Kolejny nasz wielki sukces to oczywiście praca! Poniekąd łączy się to z tym wszystkim, o czym już wspomniałam - brakiem kontroli. Należy jednak dodać tutaj coś bardzo ważnego, czyli rzecz jasna zbyt małe umiejętności lub raczej ich brak. Umiejętności i wiedzy, bo jedno się z drugim łączy. Przez ostatni rok dowiedziałam się niesamowicie dużo, zarówno o pracy, ale również motywacji. Nawet nauczyłam się piszczeć! Przestałam postrzegać psa jako życiowego nieudacznika i w końcu udało mi się ją docenić. To jak widzę ją teraz, a to jak widziałam ją rok temu, to obrót o 180 stopni! Jak ja się cieszę, że trafiłam akurat na takiego, a nie innego psa! Że to akurat terrier i w dodatku o wiele lepszy, niż rodowodowe westy! Zarówno pod względem budowy, jak i charakteru/zachowania. Już nie raz mówiłam, że gdyby wszystkie westiki były jak ona, to może nawet kiedyś wzięłabym następnego. No, ale przechodząc już do tej pracy to jak to wszystko wyglądało i wygląda. Kiedyś Kama była strasznie rozkojarzona, skupić ją na sobie było zadaniem za 100 punktów, więc postępy przychodziły opornie i było w tym wszystkim za dużo frustracji, za mało radości, czy dumy. Oczywiście w większości (a w zasadzie po całości) była to moja wina. Do wniosku, jak bardzo nasza praca się zmieniła doszłam po ostatni spacerze, na którym postanowiłam nagrać coś z naszej pracy. Wtedy uświadomiłam sobie jak sam 'proces' nagrywania uległ zmianie. Dawniej, gdy włączałam nagrywanie w aparacie i chciałam uchwycić coś ciekawego, nigdy mi się to nie udawało, bo po prostu nic nie wychodziło. Pies nie chciał współpracować, albo robił coś źle. Było tak praktycznie zawsze. A jak było na ostatnim spacerze? Pies robił wszystko idealnie, pięknie słuchał i przede wszystkim ciągle był skupiony! Nie jest to ten sam pies! Sama jakość pracy zmieniła się całkowicie, a już nawet nie mówiąc o wszystkich osobistych osiągnięciach. Tylko szkoda, że 'kamerzysta' zepsuł cały materiał, bo mu się trzęsła ręka i ma zbyt wielkie tendencje do nagrywania ziemi :P Lepiej liczyć na siebie i radzić sobie samemu. No, ale coś się udało odratować! Jednym z naszych sukcesów jest poprawa skoczności. Ahh... gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że mojego psa można nauczyć flipów, vaultów czy innych tego typu rzeczy, to pewnie bym go wyśmiała. A teraz proszę! Osiągnęłyśmy taki poziom, że już nie muszę klękać! Patrzcie! :D

video

A już nie wspomnę o chodzeniu przy nodze na kontakcie! Można to zobaczyć między innymi w filmiku z ferii, ale postanowiłam nakręcić nowy obikowy materiał, więc ...! :D

Byłoby to w zasadzie na tyle, ponieważ postanowiłam podzielić ten post na przynajmniej dwie części, jak można było się już zorientować po tytule :) Jednak wspomnę jeszcze o paru rzeczach.

Tak aktualnie prezentuje się mój białas, przy wadzę 6,4kg. Sama muszę przyznać, że wygląda przyzwoicie! :D

Udało mi się też ostatnio znaleźć naszego ROGZa, który zaginął w ferie (czyli w styczniu). Moja radość po znalezieniu tej piłki była równie wielka, jak radość psa. A nie zapominajmy, że miłością Kamcishishi są właśnie piłeczki! Co widać poniżej.

Pozdrawiamy:
K&K