wtorek, 10 listopada 2015

Mistrzowska piątka!

Ostatnimi czasy dosyć popularne stały się posty "Gdyby nie (wypełnij lukę rasą swojego psa) to co?". Bodajże wszystko zapoczątkował wpis na blogu Heart Chakra. Wprawdzie nigdy nie zamierzałam pisać na blogu o ulubionych rasach, a już nie mówiąc o tej którą bym planowała. Tyle, że zdałam sobie też sprawę, że przecież nie musi to być jakąś wielką tajemnicą. No, więc nie przedłużając przejdźmy już to tych ras! 

1. Smooth Collie 
owczarek szkocki krótkowłosy
tumblr.com
Piękne, inteligentne, wszechstronne, chętne do nauki... no i pasterskie! Czego chcieć więcej? Krótkowłose collie zdecydowanie 'zaginęły' pośród swoich długowłosych kuzynów i naprawdę nie mogę zrozumieć dlaczego. Psy wspaniałe z charakteru i w sporcie, a pomimo tego nadal bardzo rzadkie. Dla mnie jest to również ich zaletą i cieszę się, że nie spotykam tej rasy gdzie by się nie obejrzeć. Jak dla mnie... taki niedoceniony psi ideał ;)

2. Thai Ridgeback
Tumblr.com
Tak naprawdę, nie mam pojęcia dlaczego tak pokochałam tą rasę. Jeszcze jakiś rok temu do moich ulubionych ras należały  tylko i wyłącznie psy podobne do siebie z charakteru i podobnymi predyspozycjami. Nagle bum i wszystko się pozmieniało. Thai'e to pierwsza rasa całkowicie odchodząca od mojego ówczesnego ideału, którą pokochałam i postanowiłam sobie, że kiedyś taki ze mną zamieszka. Jestem świadoma, że gdybym wzięła psa tej rasy, na dziś dzień mógłby nie spełnić on moich oczekiwać i ambicji. Jednak w przyszłości zdecydowanie chciałabym, żeby taki pies ze mną zamieszkał. Patrzcie jakie one piękne! 

3. Pies Faraona
Tumblr.com
No i tutaj mamy powtórkę z rozrywki, w moje serce wkrada się rasa, której jeszcze jakiś czas temu bym w ogóle nie brała pod uwagę. Znów rasa pierwotna, a właśnie tych się zawzięcie wystrzegałam marząc o psim sportowcu. A jednak również on wkradł się w moje łaski. Ileś lat temu, gdy byłam jeszcze mala i tylko mogłam sobie pomarzyć o jakimkolwiek psie, ta rasa bardzo mi się podobała. A dokładniej mnie i mojej mamie... no ale jak wspomniałam mogłam sobie tylko pomarzyć. Dosyć niedawno coś mnie oświeca i zaczęłam o nich czytać. Powiem szczerze, że ich charakter mnie zdziwił... i to bardzo pozytywnie! Myślałam, że to typowe psy pierwotne, a tu niespodzianka, że jednak ich charakter mi odpowiada! Może nie tak jak u owczarków, ale jednak! W przyszłości z pewnością mogłabym zdecydować się na psa tej rasy. 

4. Pitbull 
Tumblr.com
Od zawsze podobały mi się TTB. W sportowe mięśniate Pity wkręciłam się kilka lat temu, gdy zobaczyłam (myślę, że znanego) Hektora. Gdyby ktoś nie wiedział, jest to pies z powyższego zdjęcia - Hektor Cuervo Gold. Od wtedy moja miłość do tej rasy wzrosła jeszcze bardziej. Charakter, temperament, zapał, siła, wygląd... to ciałko! Tak, to wszystko zdecydowanie w nich uwielbiam.  Tyle, że Pitbull jest takim psem, którego bałabym się wziąć na ten dzień. Bałabym się, że sobie z nim nie poradzę, że źle przeprowadzę socjalizacje i tak dalej. Dlatego Pit jest planem na przyszłość, bardziej pewnym od Thai'a, bo jednak fascynują mnie zdecydowanie dłużej.

5. Owczarek Belgijski Malinois 
Tumblr.com
Ahh, Maliny... piękne, inteligentne, genialne w pracy, a tym samym niesamowicie ciężkie. Powiem szczerze, że ich psychika mnie przeraża. Bałabym się wziąć takiego psa, nawet bardziej niż Pitbull'a. Jakby to powiedzieć... jeśli owczarek niemiecki to plastelina, tak malina to glina (nawet się zrymowało), a to oznacza, że jeśli zepsujesz tego psa, to już go nie naprawisz. Jednak jeśli poprowadzisz go w dobry sposób, stanie się geniuszem pracy, a uwielbiam ich pracę. Co by tu jeszcze dodać... no nie są to psy dla mnie, nie jestem pewna, czy kiedykolwiek odważę się stwierdzić, że poradziłabym sobie z tą rasą, ale przyglądać im się u innych bardzo lubię... szczególnie na DCDC ;)

Żeby nie było wątpliwości, kolejność nie ma większego znaczenia. 
A w jakie rasy macie na swojej "top liście"?

Pozdrawiamy:
K&K

piątek, 6 listopada 2015

Reaktywacja

Taki tytuł normalnie sugerowałby, że ktoś wraca do blogowania. Po dłuższej przerwie powraca z weną, ma zamiar blogować regularnie i takie tam. Jednak nie tutaj! Jako, że bloga nigdy nie zawieszałam, byłoby to nawet znikąd wzięte. Motyw powrotu jednak jest dobry, więc do czego wracam... otóż do psiego świata! Tyle, że już kiedyś bodajże pisałam coś podobnego, więc niech będzie, że wracam do psiego świata... w wersji ulepszonej! 
No, ale dobra, czyli o co dokładnie chodzi. Ostatnimi czasy psie sprawy zeszły na któryś plan, jako że moje myśli pochłaniają inne rzeczy. Uwierzcie, że nawet dla mnie, czyli osoby która od małego dziecka na pierwszym miejscu ciągle miała psy, coś takiego jest co najmniej dziwne. Jednak człowiek zmienia się całe życie, taka kolej rzeczy. Zresztą nie jestem jedyną osobą, która raz na jakiś czas musi odpocząć, nawet od swojej pasji. W każdym razie teraz powracam, wkręcam się na nowo i przede wszystkim zaczęłam pracować z psem! O to mi w szczególności chodzi, że mój pies ponownie zaczął robić coś konkretnego, a nie tylko byle co, gdy mi się zachce. 

Już w poprzednim poście mówiłam, że kocham jesień. Tak, zdecydowanie podtrzymuje to zdanie. Jesień jest cudowna, pogoda jest idealna (choć fakt faktem, że zdarza mi się marznąć :P) i przede wszystkim fotki są takie cudowne! No i pies nie ma lenia. Jedynie szkoła wszystko utrudnia i fakt, że ciemno jest już o wczesnych godzinach. 

Dobra, ale koniec już owijania. 
W sobotę (24.10) wybrałyśmy się do Poznania, znów pociągiem i znów na Cytadele! Pierwotnym zamiarem było spotkanie się z Martyną i Molly oraz Jagodą i Costą. No tyle, że wyszło nieco inaczej,  bo Jagoda w piątek wieczorem poinformowała mnie, że nie może jechać. Okej, tyle że"nieco" się wszystko przez to skomplikowało. Takim też sposobem nikt nas nie odebrał z dworca, później nie mogłam znaleźć przystanku (zachciało im się zmian w tym Poznaniu :P), przegapiłam autobus, jechałam na gape, później nie wiedziałam w ogóle na jakim przystanku wysiąść i ostatecznie wysiadłam przystanek wcześniej niż miałam, więc musiałyśmy się kawałek przejść, no a potem musiałyśmy czekać trzy godziny na Martynę (już na Cytadeli). No, ale cóż... nie wszystko można przewidzieć i czasem coś wypada, ale najważniejsze, że nikt mnie nie przyłapał na jeździe bez biletu :P Pies jak zawsze okaz grzeczności, zarówno w pociągu jak i w autobusie ładnie sobie siedziała. No może czasem chciała na rączki, ale to akurat jest tak urocze, że można jej wybaczyć. Trzeba nadmienić, że ludziom z pociągu się bardzo podobała! :D
Na Cytadeli początkowo nie najlepiej się zachowywała. Szczekanie na ludzi, psy i w ogóle na wszystko jej się włączyło, czyli nasz standardowy problem. Ten pies pomimo wszystkich postępów w socjalizacji i tak nie jest jeszcze przykładem "mieszczucha". Przecież nie mieszkamy w dużym mieście, trudniej tutaj o tłumy, psy, czy inne czynniki na które kundel nie reaguje zbyt dobrze. Tam było dużo ludzi, psów, nowości i gdy tylko zabrakło zajęcia (czyt. przestałam rzucać piłkę) zaczynała poszczekiwać. Przyznam, że jest to denerwujące, gdy wszystkie psy zachowują się 'naturalnie', a twojemu wszystko przeszkadza i nie może łaskawie siedzieć cicho. Wiem, że to moja wina, dlatego zła jestem tylko na siebie i na to, że nadal nie potrafię jej do końca zresocjalizować. Ale dobra, dobra przecież tragedii nie było i o dziwo, po tym, gdy dołączyły do nas Martyna z Mo wszystko się uspokoiło. Zaczęła zachowywać się jak pies... no może z kilkoma małymi odpałami :P Ogólnie był spacer, frisbiaczki, pizza i oczywiście foteczki! Duuużo foteczek! W końcu jesień, liście i park taki piękny! ♥ Zatem popatrzmy na malutką część wszystkiego (reszty obrobić nie ma komu :P)!
W końcu nie zapomniałyśmy o wspólnej fotce!
fot. Martyna Rybak

fot. Martyna Rybak

Teraz przejdźmy do sportów. Otóż obi, obi i jeszcze raz obi to nasz główny cel! A dokładniej, wyznaczyłam sobie kilka celów, będących elementami obi. To co chcemy (póki co) osiągnąć podzieliłam na cztery punkty. Prezentuje się to tak:
  1. Dostawianie - tutaj zależałoby mi na wyeliminowaniu pewnego "upodobania" białego umysłu. Wymyśliła sobie, że po tym jak dostawi do nogi, podnosi jedną łapę i tak siedzi patrząc mi w oczy. Czas ją uświadomić, że ta łapa to jednak tak nie bardzo. No i oczywiście ćwiczyć dostawianie na różne sposoby i je doskonalić!
  2. Zmiany pozycji - czyli to co z obi idzie najlepiej, ale jednak nie idealnie. Przede wszystkim musimy w końcu wypracować ładne "stand", bo póki co z naprowadzaniem słabo wychodzi, a co dopiero samo słowo :P Chciałabym też, żeby nauczyła się, że zawsze ma robić to porządnie (zdarza się, że od niechcenia 'suwa' łapami :p) i przede wszystkim, aby dobrze odróżniała komendy, bo czasem woli działać "instynktownie" (po siad zawsze jest leżeć, leżę, więc o co ci chodzi?) .
  3. Zmiany pozycji przy nodze - ahh, tak jak dobrze wychodzą, gdy jesteśmy na wprost siebie, tak przy nodze totalnie leżą. Dodatkowo, gdy nie wymagam od niej, aby te pozycje zmieniała, ta siedząc przy nodze zaczyna prosić, aby za chwile pacnąć na ziemię. No to nie tak ma być i tutaj czeka dużo pracy.
  4. Chodzenie przy nodze - tak jak dawniej walczyłam, przez wiele miesięcy, aby wypracować kontakt, tak teraz musimy walczyć, żeby zaczęła przy tym myśleć. Kontakt ma super, ale strasznie wyprzedza, podnieca się (bo przecież na mnie patrzy i idzie!) i idzie zbyt dalekiej odległości od nogi. Nad tym wszystkim musimy zapanować. 
Gdy osiągniemy już w tym wszystkim 'jakiś poziom', zamierzam przejść do czegoś o wiele trudniejszego. Czegoś co będzie wymagało od tego psa bardzo dużo, ale ode mnie również... i przede wszystkim cierpliwości. No, ale zawsze twierdzę, że chcieć to móc! 

Na koniec chciałabym jeszcze nadmienić, że pracujemy również nas mięśniami! I trzeba przyznać, że bywają już widoczne ;D 
fot. Martyna Rybak

Pozdrawiamy:
K&K